Dzisiaj w Des Plaines pierwszy śnieg, oboje z Homerem (moim małym, białym i kudłatym kompanem) spoglądamy przez okno nie bardzo wiedząc jak zacząć ten grudniowy dzien. Postanowiłam wyciągnąć plastikowa łopatę z samochodu i odgarnąć śnieg, aby Homer mógł powąchać trochę sfatygowanej trawki.
W naszym budynku mamy wiele małych piesków i zawsze któryś z „psich właścicieli” ten śnieg odgarnia. Widocznie dzisiaj Homer będzie pierwszym psiakiem spacerującym po naszym zaśnieżonym parku. Po powrocie do domu jak zwykle kawa, płatki z mlekiem i zsuszonym owocami oraz oglądanie porannych wiadomości. Niestety i tym razem zbyt wielu kierowców zapomniało jak bardzo śliskie są drogi w dniu „pierwszego śniegu”, wynik to kilka stłuczek, ale na szczęście nikt nie stracił w nich życia.
W pracy listopad i grudzień to tak zwane „powolne miesiące” [slow months], studenci jak zwykle zwlekają z załatwieniem wszystkich niezbędnych formalności związanych z wiosennym semestrem i będziemy mieli urwanie głowy dopiero w styczniu. Moja współpracowniczka Bunny zapytała czy nie zgodziłabym się uczestniczyć w „pakowaniu prezentów” zebranych w pobliskich szkołach, prezentów, które będą w przyszłym tygodniu dostarczone do biednych rodzin mieszkających na terenie północno - zachodnich przedmieść Chicago. Podobno zostało zebranych ponad 4000 zabawek i organizacja charytatywna potrzebuje dodatkowych wolontariuszy aby je ozdobnie zapakować zanim znajda się pod (oczywiście również podarowaną) choinką.
Oczywiście ze się zgodziłam i miałyśmy spędzić dzisiejszą sobotę pracując razem jako wolontariusze. Niestety okazało się ze nasze zgłoszenia zostały złożone za późno, zgłosiło się tak wielu wolontariuszy ze powstała lista czekających [waiting list] na następna akcje charytatywna.
Mam wiec wolna sobotę i postanowiłam napisać kilka słów na temat wolontariuszy w Stanach Zjednoczonych. Powinnam raczej napisać w różnych „stanach” tych „Stanów Zjednoczonych”, ponieważ nieomal wszystkie organizacje, które powstają i działają na basie nieoplatanej pracy milionów ludzi działają na poziomie miast, gmin a nawet osiedli. Niemal wszędzie spotykamy tutaj wolontariuszy, chociaż nie zawsze wiemy ze są to wolontariusze.
Większość osób, które wieczorami oferują bezpłatne klasy języka angielskiego dla nowo przybyłych emigrantów, to wolontariusze. Najczęściej są to emerytowani nauczyciele którzy oferują darmowa pomoc tym którzy jej potrzebują.
Większość osób pomagających emigrantom poprzez International Institute of St. Louis w Missouri który sponsorował mój przylot do Stanów w dniu 1 czerwca, 1983 roku to również wolontariusze. Nigdy nie zapomnę młoda parę która przywitała mnie z kwiatami na lotnisku. Najpierw zawieźli mnie do rodziny gdzie miałam zapewniony darmowy pobyt przez pierwsze kilka miesięcy (ta rodzina to tez wolontariusze). Następnego dnia pomogli mi „pozałatwiać” wszystkie urzędowe formalności, zrobili razem ze mną zakupy drobnych, niezbędnych osobistych przedmiotów oraz zapisali mnie do pobliskiej szkoły języka angielskiego i kupili mi książki abym mogła na te zajęcia od razu uczęszczać.
Szkoła języka angielskiego znajdowała się na terenie prywatnej uczelni pod nazwą Washinton University, ale należała do żydowskiej organizacji, która otworzyła swoje drzwi dla emigrantów innych nacji. Po kilku godzinach zajęć spotykałam się w bibliotece z panią która pomagała mi w zadaniach domowych i która z duża wyrozumiałością poprawiała moja niezbyt sprawna wymowę. Ona również była wolontariuszka.
Kilka lat temu adoptowałam mojego kudłatego Homerka z prywatnego schroniska pod nazwa „Save A Pet”. Poza „dochodzącym” weterynarzem i 2- 3 osobowa zawodowa obsługą schroniska, wszyscy, którzy zwierzęta myją, karmią, wyprowadzają je na spacer i opiekują się chorymi psami i kotami to wolontariusze. Również wolontariusze organizują zbiorki pieniędzy dla schroniska, aby mogło ono odpowiednio funkcjonować. Pomysły zbiorek darów, pieniędzy, żywności dla zwierząt, a nawet środków czystości, są tak różne jak wolontariusze którzy te pomysły podają a później realizują.
Szkoły mojego syna organizowały zbiorki pieniędzy na dodatkowe szkolne pomoce (jak kupno nowych komputerów, jak zakup zestawu ubrań dla drużyny pływaków, czy nowe piłki dla koszykarzy) i wszystkie akcje były inicjowane, organizowane i prowadzone przez wolontariuszy – rodziców, którzy te konkretne potrzeby widzieli i postanowili je zaspokoić.
Kilka lat temu, kiedy byłam w szpitalu, codziennie rano przychodziła mila starsza pani, która asystowała mi w spacerze, później dowiedziałam się ze ona również była wolontariuszką.
Organizacja „Chicago Greeter” (Witający w Chicago) składa się z dużej grupy wolontariuszy, którzy oprowadzają turystów po centrum miasta. Spacer jest oczywiście darmowy, trwa godzinę i pomaga nowoprzybyłym nie zgubić się na ulicach metropolii.
Nieomal wszyscy pracownicy sklepów z używanymi rzeczami (jak Salvation Army lub Goodwill Industries) i „darmowi” pracownicy różnych organizacji charytatywnych uczestniczących w zbiorkach tych rzeczy to również wolontariusze.
Wolontariuszy spotykamy tutaj wszędzie, w szkołach, w muzeach, w parkach w ZOO, w bibliotekach (obiecuje osobny post na temat naszej publicznej biblioteki w Des Plaines), w kościołach, w teatrach i na koncertach.
W ciągu ponad dwudziestu lat pobytu tutaj włączałam się w wiele akcji, jako wolontariusz, ale tylko jedną akcje wspomagam przez dłuższy czas. Kilka razy w roku uczestniczę w tak zwanej „Soup Kitchen” w Des Plaines. Gorące posiłki wydawane są dwa wieczory w tygodniu przez cały rok, ale oczywiście w miesiącach zimowych więcej osób korzysta z naszej pomocy oraz większe jest zapotrzebowanie na wolontariuszy. Duże bezrobocie, które istnieje od 2008 roku w Stanach również powiększyło liczbę naszych klientów. Na szczęście dotacje idą w parze z potrzebami i nie musieliśmy zmienić częstotliwości i jakości naszej pomocy.
Wolontariusze w Stanach to osoby różnego wieku, różnej płci, różnej rasy, różnej religii a jedyna ich wspólna cecha to chęć pomocy innym. Myślę ze wiele jest organizacji w Polsce, które również są wspomagane przez wolontariuszy, ale jeszcze niewiele wiem o ich pracy.
Może ktoś z moich czytelników mógłby coś o nich napisać?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz