W Krakowie słońce a w Des Plaines burze.
W ostatnim tygodniu mieliśmy ich aż kilka, wszystkie w nocy i wszystkie bardzo głośne.
Wiem, że w nocy i wiem, że głośne, ponieważ za każdym razem, kiedy piorun strzelił relatywnie blisko mój piesek, Homer, lizał mnie po twarzy i kładł się na moja głowę. Za każdym razem budziły mnie jego ruchy. Każdej nocy zaczynałam się niecierpliwić. „Go, go away, go to your own bed to sleep” mówiłam, a on uparcie wracał, kiedy burza znowu przechodziła nad naszymi głowami.
Nigdy nie dowiem się, dlaczego Homer chciał być tak blisko mnie, kiedy burza piorunami straszyła (szkoda ze zwierzęta nie potrafią mówić), ale myślę ze jego reakcja była taka sama jak reakcja nas, dorosłych ludzi, i reakcja naszych dzieci.
Tej samej nocy, kiedy Homer tulił się do mojej głowy, dzieciaki mojej sąsiadki (3 lata i 5 lat) przybiegły w nocy do sypialni rodziców z krzykiem: „w naszym pokoju jest burza”, a moje koleżanki w pracy opowiadały następnego dnia, że też nie mogły spać, ponieważ członkowie ich rodzin również się budzili i w krzątali po mieszkaniu.
Oczywiście możemy skwitować wszystkie te poczynania naszych dzieciaków i naszych piesków (chyba tez kotów), jako zwyczajny strach przed hałasem i ucieczkę w bezpieczne miejsce, ale ja myślę, że te Przytulanki” to coś o wiele więcej. Myślę ze My, wszystkie stworzenia duże i Male, potrzebujemy bliskości. Tylko bliskość do innej istoty, do innego Boskiego stworzenia daje nam poczucie bezpieczeństwa, komfortu i spokoju.
Ja szukam bliskości po śmierci mamusi, ciągle o mamusi opowiadam, tak jakbym się bała ze, kiedy przestane o mamusi mówić to naprawdę odejdzie. Odnajduje bliskość w rozmowie z tatusiem. Wiem ze on nie potrzebuje moich codziennych telefonów, to ja je potrzebuje. Nie chce pozwolić tatusiowi odejść.
Myślę ze, kiedy zajęci jesteśmy naszym codziennym bytowaniem i zabiegani wiązaniem „końców” bliskość czasami nam ucieka i może nawet od czasu do czasu wydaje nam się, że możemy być sami, somo-wystarczalni i w pełni niezależni.
Wystarczy jednak, ze usłyszymy uderzenie piorunu i biegniemy do bliskich i do przyjaciół, aby się do nich przytulic. Nasze dzieciaki nie czekają na burzę, aby wdrapywać się na nam kolana i domagać bliskości. Zwierzęta po prostu kręcą się wokół naszych stop aż je w końcu dostrzeżemy. Tylko my, dorośli, wyuczeni, udoskonaleni latami myślenia i setkami przeczytanych książek, zadurzeni własnym ego, czekamy na burze, aby nas trochę postraszyła zanim przyznamy się do tej słabości, do szukania bliskości.
Obiecuje sobie ze będę ten mój blog odwiedzała przynajmniej raz w tygodniu, aby być blisko Was wszystkich, którzy też ten blog odwiedzacie. W końcu my wszyscy potrzebujemy bliskości.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz